
Dużo czasu zajęło mi napisanie tego posta. Za każdym razem, gdy myślałam, że jest już gotowy do publikacji, po kolejnym przeczytaniu czułam, że to wciąż nie to. Ujęcie w słowa własnej historii okazało się trudniejsze, niż przewidywałam. Pewnie za kilka dni znów pomyślę, że mogłabym napisać to lepiej — ale „lepsze jest wrogiem dobrego”.
Na tym etapie przyjmuję tę wersję jako ostateczną.
Zanim zacznę pisać o zrównoważonym rozwoju, macierzyństwie czy kreatywności, chcę podzielić się historią mojej drogi.
Zawsze podziwiałam ludzi, którzy kierują się wartościami bliskimi również mnie: miłością, szacunkiem i empatią. Ja sama nie zawsze potrafiłam za nimi podążać. Nie z braku przekonania, ale z braku pewności siebie. Nie zawsze czułam się na tyle silna, aby bronić tego, w co wierzę.
Przebyłam długą drogę, by stać się bardziej świadomą i stabilną kobietą. I wciąż nad tym pracuję. Wiem dziś, że jeśli chcę mieć wpływ na świat — nawet ten najmniejszy, wokół mnie — muszę konsekwentnie wybierać wartości, które są dla mnie ważne.
Szacunek — do siebie, do bliskich, do ludzi, zwierząt i świata — jest fundamentem relacji opartych na zaufaniu. A z takich relacji tworzą się silne społeczności.
Tak. Chcę zmieniać ten świat na lepsze. Nawet jeśli zaczynam od małych kroków.
To miejsce stworzyłam po to, by opowiadać o drodze, którą przeszłam — i którą wciąż podążam.
Dzieciństwo bez języka emocji
W dzieciństwie nikt nas nie uczył, jak radzić sobie z emocjami ani jak znajdować równowagę. Moja własna droga do tego była długa i wymagająca. I nadal trwa.
Jako nastolatka zauważyłam, że mam trudność z kontrolowaniem emocji. Pierwszym krokiem ku zmianie było przypadkowe spotkanie z ruchem Hare Krishna — miałam wtedy siedemnaście lat. Usłyszałam, że człowiek, który zostaje wegetarianinem, staje się łagodniejszy. Podobnie jak w świecie zwierząt: mięsożerne bywają bardziej agresywne niż roślinożerne.
Po tym spotkaniu wróciłam do domu i ogłosiłam rodzicom, że zostaję wegetarianką. I byłam nią przez kolejne dziesięć lat. Nie wiem, czy faktycznie stałam się łagodniejsza — może trochę. Ale wtedy byłam blisko siebie, blisko swoich emocji, choć wciąż nie pełni potrafiłam nad nimi panować.
Poszukiwania filozoficzne
W międzyczasie przeprowadziłam się z rodzinnego miasteczka do Warszawy. Życie w dużym mieście, bez rodziny i przyjaciół, było wyzwaniem. Na szczęście spotkałam wiele wspaniałych osób, które do dziś są częścią mojego życia.
Jednocześnie wielkomiejski rytm sprawił, że oddaliłam się od siebie i swoich emocji. To było trudne doświadczenie, ale nie przestałam szukać.
Kolejny etap moich poszukiwań — wtedy powiedziałabym raczej „błądzenia” — to czas, kiedy pochłonęła mnie filozofia. Pracując w bibliotece Akademii Medycznej, czytałam „Historię Filozofii” Tatarkiewicza, a szczególne miejsce w moim sercu zajął Sokrates. Jego dialogi wracały do mnie wielokrotnie.
Starałam się wcielać w życie jego zasadę, że cnota to wiedza: jeśli wiesz, co jest złe, nie będziesz tego robić. Była to dla mnie naturalna kontynuacja zasady wyniesionej z domu: nie rób innym tego, czego sama nie chciałabyś doświadczyć.
Sokrates uważał, że naszym zadaniem jest troska o duszę i moralny rozwój. Że bogactwo i władza nie dają szczęścia. I ja również w to wierzę.
Buddyzm, minimalizm i joga
Nie pamiętam już, co było pierwsze — buddyzm czy joga. Obie te ścieżki zmieniły moje życie.
Nie jestem buddystką i nie planuję nią zostać, ale nauki Buddy stały się dla mnie drogą do wewnętrznego oczyszczenia. Szczególny wpływ miało na mnie zrozumienie, że cierpienie rodzi się z pragnień. W świecie, który nieustannie mówi nam, że musimy mieć więcej, ta myśl była jak oddech świeżego powietrza.
To z kolei zaprowadziło mnie do minimalizmu. Nie jestem perfekcyjną minimalistką — nadal zdarza mi się gromadzić rzeczy — ale uczę się świadomie wybierać mniej.
Z buddyzmu wyniosłam również praktykę uważności. Cisza i kontakt z naturą pomagają mi ją rozwijać.
Buddyzm wprowadził mnie też w medytację. Nadal mam wiele do odkrycia, ale każdego dnia staram się wracać do siebie. Jestem w drodze. 🙂
Joga wzmocniła moje ciało i umysł. Stałam się bardziej elastyczna, stabilna, uważna. Moja ulubiona Hatha Joga naturalnie łączy się z medytacją — niektóre asany same wprowadzają mnie w stan głębokiego skupienia, zwłaszcza pozycje równoważne i utrzymywane dłużej.
Macierzyństwo w dojrzałym wieku
Kolejnym, bardzo ważnym etapem mojego życia było macierzyństwo. Doświadczyłam go w wieku dojrzałym, co sprawia, że przeżywam je inaczej niż kobiety dwudziesto- czy trzydziestoletnie.
To doświadczenie jest niezwykłe i trudne do opisania. Moja córka Gaja urodziła się spokojna — jak mały Budda. Od początku dobrze spała, jadła i rozwijała się harmonijnie. Była i jest zdrowa.
Gaja jest radosną, kreatywną, samodzielną dziewczynką. Moją dumą. Moją radością. Moim cudem.
Dziś uczę się dawać jej przestrzeń — emocjonalnie oddzielić się od niej, pozwolić jej być sobą. To trudna, ale bardzo ważna lekcja.
To bardzo osobisty wpis, ale czuję, że właśnie od tej historii warto zacząć.
To moja droga.
Być może zachęci Cię ona do refleksji nad Twoją własną ścieżką.
A może już taką refleksję masz za sobą?
W jaki sposób odnajdujesz równowagę w swoim życiu?
Leave a comment