Jakiś czas temu przeczytałam na Facebooku u mojej koleżanki, Asi Twardo-Kamińskiej, która jest psychologiem, zdanie:

„Życie to nie jest check-lista. Po prostu żyj.”

Poczułam, jakby te słowa były skierowane dokładnie do mnie.

Mam w sobie silną potrzebę planowania. Lubię, kiedy wszystko jest zrobione: praca, zakupy, sprzątanie, pranie.

Plan wygląda zwykle tak samo — kiedy uporam się ze wszystkimi obowiązkami, będę mogła w spokoju spędzić czas z moją córką. Bawić się z nią, być razem, naprawdę być.

Czasem jednak ten plan zaczyna żyć własnym życiem.

Bywa, że na koniec dnia jestem zbyt zmęczona, żeby cieszyć się wspólnym wieczorem, albo zbyt rozdrażniona, żeby dać jej pełną obecność. Czasem za bardzo przejmuję się tym, czego nie zdążyłam zrobić.

A czasem odwrotnie — wszystko dopinam, ale zamiast satysfakcji czuję pustkę.

Tak było wczoraj.

Mieliśmy jak co piątek wspólny seans filmowy. Zamiast usiąść z rodziną, kończyłam sprzątanie, bo „musiałam”.

Łazienka była czysta, ale coś ważnego się wydarzyło — i mnie tam nie było.

I zrobiło mi się zwyczajnie smutno.

Bo wiem, że w takich chwilach daję mojej córce złą lekcję:

że czysta łazienka jest ważniejsza niż bycie razem.

Uczę się odpuszczać. Nie zawsze mi wychodzi.

Życie jest „tu i teraz”, a sprzątanie naprawdę może poczekać.

Ale stare nawyki wciąż czasem przejmują kontrolę.

I tak łatwo daję się samej sobie zmanipulować.

Czy też tak macie?

Kiedy pędzę za szybko — zatrzymuję się

W takich momentach wracam do medytacji.

Ona daje mi spokój, równowagę, pozwala widzieć wyraźniej.

Kiedy czuję, że przyspieszam bardziej, niż chcę — to jest znak.

Zatrzymaj się. Oddychaj. Posłuchaj siebie.

Życie w dużym mieście, które nigdy nie cichnie, potrafi nakręcać.

Dlatego:

• nie oglądam telewizji

• bardzo ograniczam wiadomości

• nie używam Instagrama, TikToka ani innych social mediów — poza Facebookiem

• czytam więcej książek, a wtedy rzadziej sięgam po telefon

I naprawdę czuję różnicę.

Jestem w drodze

Uczę się żyć mniej jak według listy zadań, a bardziej według rytmu serca.

Uczę się wybierać to, co ważne, a nie to, co „trzeba”.

Uczę się obecności.

To proces.

Ale idę.

A Ty?

Jak odnajdujesz równowagę między obowiązkami a życiem?

Posted in

Leave a comment